Bretonnia by Mi Ty

Na dziedzińcu zamkowym panował ogromny rozgardziasz. Książe Fulko le Doux miotał się jak szalony wrzeszcząc na prawo i lewo:

– Cicho tam, kmioty! Ustawić się porządnie w formację! I nie machać łukami, bo jeszcze wydłubiecie sobie oko! Skończycie wtedy jako żebracy, jasne?

Podjechał do niego młody rycerz.

-Książe…

-Co tam, Renard? Tylko szybko, bo te wsioki oderwane od pługa doprowadzają mnie do szału!

-Masz gościa z Imperium…

-Ach…. Ach, tak! Dobrze, Renard, przejmij dowodzenie i zrób tu porządek! Porozmawiam z moim gościem…

 

Po jakimś czasie książe wszedł do sali gościnnej zamku. Zatrzymał go sługa.

-Panie… Twój gość jest jakiś… dziwny…

-Pochodzi z Imperium, to chyba jasne, że jest dziwny!

-Ale on nie wyrzekł ani słowa, od kiedy do nas przybył… I jest bardzo dziwacznie ubrany…

Sługa wskazał ręką na postać siedzącą w kącie. Uwagę zwracała olbrzymia kosa, trzymana silnie w dłoni, oraz powłóczysta purpurowa szata. Książe podszedł do gościa.

-Kim jesteś? Spodziewałem się czarodzieja, a widzę wieśniaka z kosą!

Przybysz wstał i odrzucił na plecy kaptur, ukazując wybladłe oblicze z długimi siwymi włosami. Wpatrywał się hardo w twarz księcia, w jednej ręce trzymając kosę, a w drugiej zwój pergaminu.

-Więc rzeczywiście jesteś czarodziejem… Co to za zwój?

Czarodziej bez słowa podał zwój księciu. Fulko przebiegł po nim wzrokiem.

-Mam walczyć z grzybami? Dobrze! Gdy tylko się zjawi rycerstwo, zaraz wyruszamy!

Advertisements