Chaos Dwarfs by Przemek

Bhurrak spojrzał na swoje wojsko. Wziął duży łyk bimbru, westchnął i mruknął do siebie.

– Szlag. To się nie może skończyć dobrze.

Pamiętał jak Taddeus z wieściami z odległych stron o pladze biegających grzybów.

– Gdzie takie grzyby tam zawsze roi się od zielonych. Zielonych poszukujących zatrudnienia.

Wziął kolejny łyk i spojrzał na okrów ćwiczących musztrę. Nigdy nie wiedział czy ćwiczą

żeby walczyć, czy żeby się w końcu zbuntować. Na szczęście szybko się zużywają.

Znowu łyknął bimbru i tym razem spojrzał na nieudolnie zwijające obóz hobgobliny.

– Ci to się mogą buntować – burknął do siebie – Choć zbierzemy co się da i obłowimy się

w niewolników mówił. Pospieszmy się zanim ktoś nas ubiegnie mówił.

Rozmyślania przerwał mu Akhbaar XXIV lądując kilka metrów od niego na wielkim taurusie.

– Szefie, melduję że wypatrzyłem dużą grupę zielonych po dugiej strony przełęczy. Głównie okri,

ale mają też trolle i giganta.

– Szlag. Dobrze, przygotować się do bitwy. Zasadzimy się na nich za tamtymi wzgórzami. Wykorzystamy

element zaskoczenia.

– Strali się już z naszymi jeźdźcami. Wiedzą że tu jesteśmy.

– Szlag – powiedział do siebie Bhurrak – To się nie może skończyć dobrze.