Goblins by Glaxo Slimslom

-Podaj czerwone… – powiedziała Zielona Wiedźma do małego Snotlinga pałętającego się w te i we wte po małym pomieszczeniu. Nie przestawała mieszać gotujący się wywar w niewielkim garnuszku.

-Tak, szefowa – odpowiedział Snotling i podbiegł do szafki, z której wziął flakonik czerwonego płynu i podał go Wiedźmie.

– Dobrze… jeszcze kilka takich cudeniek, wymieszać, zamieszać, napluć i w ohydny świat. Grzybami obrzygany świat będzie. Mówię ci, Fajfus… – Zielona Wiedźma wymamrotała jakby trochę do siebie, nie przerywając mieszania.

-Jak już zagrzybię te obrzydliwość, to Wszechkról Glaxo Simslom zasiądzie na tronie i będzie pluł  z wysoka na pokraki tego świata – Wiedźma splunęła na garnuszka i mieszała dalej – podaj mnie tego suszonego pająka…

– Tak, szefowa – Snotling sięgnął po zawiniątko czegoś co na pierwszy rzut oka przypominało chrust. Podbiegł żwawo do garnuszka i wrzucił zawiniątko do wywaru.

Wiedźma uśmiechnęła się tylko…

-Oj, Fajfus… jak zagrzybimy świat Wielkim Fungusem to Gobosy będą wreszcie górą. To ja będę się rechotać, to Gobosy będą szydzić i wytykać paluchami. A pierdoły będą kłaniać się i prosić o kuksańca w dupę. Hahahaha – wymowna deklaracja przeszła dość gładko w lekko szaleńczy śmiech.

-A Wielki Fungus, mówię ci, Fajfus – jak on wyrośnie, to nic nas nie powstrzyma. Ani patałachy z północy, ani ta ciota Sigmar, ani, tym bardziej te fajfusy z za wody… Bez urazy, Fajfus…

-Tak, szefowa – Snotling uśmiechął się głupawo, udając że wie o co chodzi.

– Podaj zielone – burknęła ‘Szefowa’ nie zaprzestając machania łychą.

-Tak, szefowa – Fajfus ponownie podskoczył do regału i wrócił z fiolką krwisto czerwonej cieczy. Wiedźma wlała ją do garnuszka. Krwista czerwień szybciutko wmieszała się w odcień szaroburości bulgoczącego wywaru.

– Prawie gotowe…Zamieszam jeszcze ze dwa razy i basta. Król Glaxo zebrał swoje wojska, wszystkie plemiona, Trolle, Giganty… czas ruszać, czas zmiażdżyć marność. Grzyby są już wszędzie, a Wielki Fungus już rośnie. Wszechkról zasiądzie na swoim tronie, a Wielki Fungus zaleje cały te marny świat. Tak jak Gork przykazał. O!…

Zielona Wiedźma skończyła mieszać. Powąchała z zachwytem w oczach zawartość garnuszka.

– Gotowe! Fajfus, chodź no tu! – Wiedźma nabrała wywaru do małego drewnianego kubeczka – Masz, pij.

– Tak, szefowa…- rzekł niepewnie Snotling. Chwycił jednak kubeczek obydwoma rękoma i wypił zawartość jednym haustem.

Wiedźma patrzyła na Fajfusa z wyczekiwaniem. Przez pół minuty, nic się nie działo – Snotling szurał nogą po podłodze, starając uniknąć przenikliwego wzorku Szefowej…

Po chwili coś…jednak…się…zmieniło…

Zielony przecież i tak Snotling, pozieleniał jakby jeszcze bardziej… Oczy wybałuszył niczym squig, zacharczał głucho i padł na podłogę niczym rażony piorunem. Fajfus legł bez ruchu.

Wiedźma ze zniesmaczoną miną podeszła do leżącego Snotlinga i lekkim kopniakiem w twarz spróbowała ocenić jego żywotność.

-Hmmm, nic z tego. Ten też nieodporny na grzybową nalewkę.

Zielona Wiedźma wychyliła głowę przez okno swojej chatynki i krzyknęła gardłowo:
-Fajfus, chodź no! Zabierzesz poprzedniego Fajfusa i pomożesz mnie w pewnej rzeczy!

-Tak, Szefowa! – natychmiast odkrzyknął któryś ze krzątających pomiędzy szykującymi się wymarszu wojakami Wszechkróla Glaxo, Snotling.

Zielona Wiedźma zmarszczyła brwi – Fajfusy mnie się kończą – pomyślała – trza by dorobić nowych…